
Leasing to świetny sposób na korzystanie z nowego auta bez zamrażania dużej gotówki. Jednak wielu kierowców zapomina o jednej kluczowej rzeczy: samochód w leasingu nie jest Twoją własnością. Jesteś użytkownikiem, a właścicielem pojazdu pozostaje leasingodawca — i to ma realne konsekwencje, o których mało kto mówi głośno.
Jedną z nich jest sytuacja, która potrafi zaskoczyć nawet najbardziej ogarniętych kierowców: zatrzymanie tablic rejestracyjnych przez policję z powodu… nieopłaconych mandatów leasingodawcy.
Brzmi absurdalnie? Niestety, to jak najbardziej możliwe.
W wielu krajach (szczególnie podczas wyjazdów zagranicznych) mandaty przypisywane są nie do kierowcy, ale do właściciela pojazdu.
A właścicielem auta leasingowego jest firma leasingowa.
Jeśli leasingodawca:
to lokalne służby mogą podjąć działania wobec… samochodu, którym jeździsz Ty.
Najczęściej kończy się to zatrzymaniem tablic rejestracyjnych podczas kontroli drogowej. Policjant nie musi nawet udowadniać, że to Ty popełniłeś wykroczenie — liczy się status właściciela pojazdu.
Na szczęście nie jest to sytuacja bez wyjścia. Masz dwie opcje:
W praktyce wygląda to tak:
Tak — płacisz za cudze błędy. Ale dzięki temu możesz kontynuować podróż i uniknąć większych problemów.
Po powrocie do kraju (lub nawet wcześniej) masz pełne prawo:
Leasingodawca odpowiada za swoje zobowiązania jako właściciel pojazdu — a Ty masz prawo oczekiwać, że będzie je regulował terminowo.
Kilka praktycznych wskazówek:
Korzystasz z auta, ale nie jesteś jego właścicielem — i to oznacza, że czasem możesz ponieść konsekwencje cudzych zaniedbań.
Zatrzymanie tablic za nieopłacone mandaty leasingodawcy to realny scenariusz, który warto mieć z tyłu głowy, zwłaszcza podczas zagranicznych podróży.
Najważniejsze, że: